Przy okazji Świąt Wielkanocnych otrzymałem dziś miłe życzenia od firmy internetowej, w której kupowałem niedawno laptopa. Z zakupu jestem zadowolony, sprzedawca wywiązał się z umowy prawidłowo. A zatem bez zastrzeżeń. W czym więc problem? Standardowo list elektroniczny rozsyłany do dużej ilości użytkowników naraz, zarejestrowanych w bazie kontaktowej przedsiębiorcy (lub innego podmiotu), tzw. newsletter, powinien na samym dole zawierać informację o możliwości wypisania się z tej bazy. Tak też jest i tutaj. Ma to postać linku do strony, a jego końcówką jest email odbiorcy przesyłki, a więc coś na wzór: http://jakasstrona.pl/wypisz.php?email=ADRES_EMAIL. Jakiś „sprawny inaczej” programista, który pisał dla owego przedsiębiorcy aplikację newsletterową najprawdopodobniej nie w tym miejscu co trzeba, zastosował tzw. pętlę, powtarzającą daną operację zadaną ilość razy. Albo bardziej prozaiczna pomyłka – pomylił nazwę zmiennej. Ale istotne jest to, że efektem tego jest załączenie wszystkich adresów e-mail z bazy danych przedsiębiorcy, a więc mój i ponad 5000 adresów innych klientów/użytkowników… 
Dyskusja o ACTA zaczyna już powszednieć i pewnie wkrótce znajdzie się więcej tematów ją przykrywających. Aspekt samej umowy międzynarodowej nieszczególnie mnie emocjonuje, bo nie sądzę by aż tak bardzo zrewolucjonizowała ona Internet. Co najwyżej dzięki niej zamknięto by kilka serwisów www, dzięki którym nielegalnie rozpowszechniana jest własność intelektualna. Zawsze przy okazji zaznaczam, że nie serwis www jest nielegalny, ale to co zamieszczają na nim użytkownicy. Natomiast daleko idąca kontrola plików po stronie administracji serwisu nie jest chyba jednak możliwa. 
Kontynuując wpis dotyczący podpisanej właśnie umowy międzynarodowej dotyczącej walki z podróbkami, który przypadkiem zahacza też o prawa autorskie, kilka słów na temat ataków „hakerów” na strony w domenie gov, m.in. Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Prezydenta RP, róznych ministerstw, a nawet policji. Przeważnie dochodziło do ataków typu DDoS – to te, które rzecznik Paweł Graś określił jako wzomożone zaintereowanie stronami rządowymi. Doszło jednak również do podmiany treści strony premiera. Działania te można uznać za przestępstwa przewidziane przez kodeks karny, najpewniej te z art. 268a i 269a.
26 stycznia 2012 ambasador RP w Japonii z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów podpisała w tej samej Japonii umowę międzynarodową o nazwie Anti-counterfeiting Trade Agreement (w skrócie ACTA). Sporo się na ten temat mówi w ostatnim tygodniu, wszyscy jakby są jacyś osłupiali: Internauci bo nic nie wiedzieli, władze bo ktoś nagle zainteresował się jakąś umową międzynarodową i procesem jej negocjacji. O umowie ACTA mówi się i pisze już od dawna (np. prawo.vagla.pl), wątpliwości i kotrowersje były sygnalizowane przez ekspertów już przed wieloma miesiącami. Ale media nie interesują się „pierdołami”, dopiero jak można z tego zrobić njusa, a wokół robi się afera to temat zostaje nagłaśniany.
W związku z tym, że ostatnio w trakcie zajęć już kilkukrotnie otrzymałem od Państwa pytania dotyczące różnego typu problemów z zawartymi przez Internet umowami i żądaniami zapłaty za jakieś usługi, chciałbym Was nakierować na dyskusje i możliwe rozwiązania problemów z naciągaczami. Nie będę powtarzał tego co gdzieś już zostało napisane, dlatego ograniczę się jedynie do linków do stosownych wątków na administrowanym przeze mnie forum (forumprawne.org):
Pobieraczek.pl (tu zapraszam też do bloga http://www.prawont.pl);
Już za kilka dni 1 stycznia. Wiadomo, Nowy Rok, jak zwykle nadzieja, że będzie lepszy niż ten który minął. Mało kto jednak wie, że akurat w ten dzień od jakiegoś czasu obchodzi się pewne osobliwe święto – Dzień Domeny Publicznej. Cóż to jest ta domena publiczna? W ogólnym ujęciu chodzi o całość jakiejkolwiek twórczości, do której prawa autorskie majątkowe nie obowiązują. Obok tej, której prawa się nie należą (bo np. nie spełnia ustawowych kryteriów utworu) albo tej, której twórcy praw tych się zrzekli, jest również twórczość, do której prawa zwyczajnie minęły.
Nazwa tego działu jest trochę na wyrost, poniewaz nie będę tutaj pisał o swojej codzienności. Jest to raczej miejsce, gdzie od czasu do czasu zamieszczę jakiś swój komentarz dotyczący interesujących mnie zagadnień. Może czasem ktoś to przeczyta bo będzie ciekawe, ale na pewno będą to musieli czasem zrobić Studenci, byśmy mogli sobie podyskutować na zajęciach
Jako pierwszy wpis w „blogu” publikuję mój artykuł na temat dość absurdalnego, z punktu widzenia prawa autorskiego, podejścia tytułowego urzędu. Tekst dostępny jest na blogu Prawo Nowych Technologii kolegi Krzysztofa Lehmanna.
Wyszukiwarka


